Podsumowanie 2010 roku

Rok się kończy, nadszedł czas podsumowania. Jak co roku, przez te kilka ostatnich dni, staram się zebrać wszystko do kupy i w pewien spsoób ocenić mijający rok. Jaki był 2010? Na pewno dosyć interesujący, barwny i zawierający kilka gwałtownych zwrotów akcji, które niosły ze sobą lepsze, bądź gorsze wydarzenia.

Od czego by tu zacząć? Wypadałoby chyba od tego, co wszyscy macie okazję oglądać – BezSciemy.eu. Nowe forum, nowi (no, może nie do końca!) ludzie, nowe doświadczenia.  Prowadzenie tego forum pomogło mi zrozumieć, że niestety na wszystko trzeba zdrowo zapieprzać, a i tak nie zawsze będzie to gwarancją sukcesu. BezSciemy to sytuacja zupełnie inna niż Botting. Kiedy wchodziłem do bottingowego teamu, forum już doskonale prosperowało, a i kadra była już właściwie skompletowana (co wcale nie znaczy, że była dobra). BŚ było inne, wszystko zaczynałem od zera i tym razem to ja musiałem spędzić dziesiątki godzin na przygotowywaniu i pilnowaniu wszystkiego. Jak na razie wszystko idzie w miarę dobrze, chociaż przebicie się do ludzi z forum wielotematycznym jest bardzo trudne, głównie ze względu na dosyć silną konkurencję. Niemniej jednak, idziemy do przodu i tak łatwo się nie poddamy!

Skoro mowa już o forach – Botting. Smutne pożegnanie nastąpiło w 2010 roku. Botting został sprzedany i teraz mamy okazję patrzeć jak powolutku umiera. Nie ukrywam, że decyzja o sprzedaży przyszła nam wyjątkowo trudno i każdy z nas czuł, że pozbywamy się jakiejś cząstki nas samych. Jakby nie patrzeć – były to wspaniałe trzy lata, które również nauczyły mnie wiele o prowadzeniu i zarządzaniu tak dużym forum, jakim był Botting.

Idąc dalej – szkoła. Tutaj rok całkiem spokojny, pozbawiony większych emocji. Nie było zagrożeń, nie było strachu i na całe szczęście jestem już w czwartej klasie. No własnie – czwarta klasa; strasznie szybko leci ten czas, prawda? Pamiętam, kiedy zaczynałem naukę i jarałem się informatyką. Teraz kończę tę szkołę i mój zapał do informatyki jakoś tak wygasł. Może to wina szkoły a może po prostu to ja zrozumiałem, że to chyba nie do końca to, czym chciałbym zajmować się w życiu. Przede mną już tylko matura i egzamin zawodowy. Spokojnie mogę powiedzieć, że jestem już na ostatniej prostej, więc czas się sprężyć i ruszyć w końcu tyłek.

Jeżeli chodzi o sprawy prywatne, to rok też całkiem udany. Kilka znajomości się zakończyło z mniejszym bądź większym hukiem, ale pojawiły się także nowe osoby. Na chwilę obecną nie widzę sensu w rozmyślaniu czy wszystko musiało się potoczyć tak, jak się potoczyło, czy może mogłem rozegrać kilka spraw inaczej. Trudno, stało się. Trzeba nadal iść do przodu, nawet jeżeli poniosło się jakieś straty. Znane powiedzenie mówi, że „co cię nie zabije, to cię wzmocni”, zobaczymy!

Idzie rok 2011. Na pewno będzie to rok ciężkiej pracy, tak w Internecie jak i w realu. Na pewno nie planuję rezygnować z BezSciemy.eu, bo czuję, że pomimo tej ogromnej konkurencji, jesteśmy w stanie się wybić. Po prostu musi się udać. Jestem to winien sobie i kilku osobom, które też w to wierzą. To własnie Wy mnie motywujecie mówiąc, że wszystko będzie w porządku i damy radę. Dzięki!

W szkole też czeka mnie cięzki rok. Trzeba jakoś zdać maturę i egzamin zawodowy. Co potem? Jeszcze nie wiem; albo studia, albo praca. Na razie niespecjalnie o tym myślę, mam jeszcze trochę czasu.

A prywatnie? Tutaj nie mam planów. Życie lubi zaskakiwać, mam nadzieję, że tym razem zaskoczy mnie pozytywnie.  😉

Na koniec pragnę złożyć wszystkim najlepsze i najserdeczniejsze życzenia z okazji Świąt oraz nadchodzącego Nowego Roku. Trzymajcie się i nie „zmęczcie” się zbytnio świętując w Sylwestra!

Reklamy

‚Fejsbukowa’ inicjatywa przeciwko ‚mordercom’

O całej sprawie dowiedziałem się dzięki zaproszeniu do wzięcia udziału w wydarzeniu na Facebooku. Chodzi tutaj o trzech gości, którzy w „bestialski sposób zabili psa”. Jakieś pomysłowe i ambitne panie z forum serwisu Wizaz.pl doszły do wniosku, że poprzez petycję pokażą „władzy sądowniczej, że społeczeństwo oczekuje od nich jak najsurowszego traktowania takich zwyrodnialców”. W rzeczywistości pokazały tylko głupotę i chamstwo swoich zwolenników.

Najzabawniejsze podczas czytania tych wszystkich komentarzy jest to, że ludzie w pierwszej linijce swoich komentarzy litują się i żałują biednego pieska, a w drugiej sami zamieniają się w „oprawców” pisząc głupoty w stylu „ząb za ząb” czy „zabić skurwysynów”.  Oto kilka „ciekawszych” komentarzy:

to moze zorganizujemy jakas wycieczke do miejscowosci tych debili i sami wymierzymy im kare 😉 Jak bedzie tylu ludzi to chyba nie wpakuja nas wszystkich do pierdla. Glowe bym urwala a potem bym ja przymocowala znowu i znowu ja urwala uh chce mi sie krzyczec.

~~

do piachu z nimi

~~

Pójdziemy do lasu koleżko! ja Ty i rydel, wrócę ja i rydel… bydle na szafot, publicznie zerwać skalp i polewać sokiem z cytryny

~~

wywieźć na Sybir w samych galotach, niech skur****** zamarzną

~~

mój tato mawia, że do lochów powinno się takich zamykać, a ja dodam- przykuwać łańcuchami do ściany !!

 

Przyrównywanie wartości życia człowieka do wartości życia zwierzęcia jest bez sensu. Wiadomo, że zwierzęta są „pod nami”, więc żądanie kary śmierci wydaje mi się wyjątkowo absurdalne. Nawoływanie do skazania ich na dożywocie? Super! Płaćmy na nich a oni niech siedzą w ciepełku, trenują na siłowni i oglądają filmy. Świetny pomysł.

Nie pochwalam tego, co zrobili, jednak nie uważam, żeby karanie ich więzieniem było dobrym pomysłem. W zakładzie karnym przejdą wspaniały proces „resocjalizacji” i jak wyjdą, to w pierwszej kolejności przypną do samochodu, którąś z autorek tej – jakże ambitnej – akcji.

W tej sytuacji najlepiej byłoby zarządzić jakąś wysoką karę grzywny lub sporą ilość godzin prac społecznych. Byłoby to na pewno bardziej dotkliwe dla nich niż wakacje w więzieniu.  Dodatkowo mielibyśmy z tego jakiś pożytek.

A co wy o tym myślicie?

Informacji o projekcie ciąg dalszy!

Na wstępie muszę przyznać, że jestem mile zaskoczony faktem, że nasz pomysł na stworzenie forum został przyjęty dosyć pozytywnie wśród naszych znajomych. Otrzymałem wiele miłych i zachęcających do pracy wiadomości od osób, które nigdy jakoś specjalnie nie wspierały idei tworzenia platform poświęconych dyskusji. Daje mi to podstawy do myślenia, że nasz projekt może odnieść spory sukces, jeżeli już na samym starcie zainteresował osoby, które teoretycznie nie były naszym targetem!

Czas na małe podsumowanie. W tydzień po rozesłaniu prawie 11 tysięcy maili oraz publikacji notki tutaj oraz u drasa mamy kilka naprawdę ciekawych pomysłów na domenę oraz wstępny zarys składu kadry forum. Ponadto dostałem ogrom propozycji, oczekiwań oraz  uwag. Dzięki temu zmieniłem pogląd na kilka dosyć ważnych spraw dotyczących forum i jestem przekonany, że uczyni to nasz projekt jeszcze ciekawszym i wartym uwagi! Nie byłoby to możliwe gdyby nie Wasz czynny udział oraz chęć współtworzenia tego projektu. Mamy nadzieję, że dalej będziecie nas wspierać, a w przyszłości czynnie uczestniczyć w życiu forum!

Postanowiłem, że na czas realizacji projektu mój blog stanie się głównym źródłem informacji i właśnie tutaj będą publikowane wszelkie niusy. Niebawem powstanie tutaj specjalna podstrona, na której będzie można podejrzeć aktualny postęp prac nad forum. Wszyscy, którzy nie lubią wysyłania maili będą mogli podzielić się swoimi uwagami za pomocą komentarzy do wpisów lub samej podstrony.

Już niebawem pojawi się lista proponowanych nazw domen i mamy nadzieję, że pomożecie nam wybrać najbardziej atrakcyjną!

Przypominam, że wszelkie propozycje możecie wysyłać na adres wojciechowski.damian91@gmail.com

Pozdrawiamy
Damian Wojciechowski oraz Paweł Orzech

Nowy projekt!

Cześć,

Od pewnego czasu wraz z Pawłem nosimy się z zamiarem stworzenia nowego forum ogólnotematycznego. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że istnieje już kilka podobnych tworów, jednak obydwaj uważamy, że jesteśmy w stanie stworzyć coś, co zdoła przyciągnąć rzeszę ludzi i sprawi, że setki, a może nawet tysiące, osób znajdzie miejsce, gdzie będą mogli wypowiedzieć swoje zdanie i podyskutować na ten temat z innymi. Oczywiście, nie będzie to łatwe, dlatego potrzebujemy Twojej pomocy!

obrazek

  • Wymyśl ciekawą i oryginalną nazwę domeny dla naszego nowego forum! Pamiętaj, że domena powinna być krótka oraz jej pisownia nie powinna przysparzać problemów! W ten sposób unikniemy problemu, z którym boryka się wiele stron – zbyt trudnej do zapamiętania domeny!
  • Podziel się z nami swoimi przemyśleniami na temat forum ogólnotematycznego. Powiedz, co – Twoim zdaniem – takie forum powinno zawierać oraz w jaki sposób sobie je wyobrażasz. Każda uwaga jest cenna, szczególnie, kiedy robi się coś dla innych. Możliwe, że to właśnie Ty przyczynisz się do tego, że nasze nowe forum będzie o wiele bardziej atrakcyjne! Nawet najmniejsza sugestia może okazać się strzałem w dziesiątkę!
  • Zgłoś się jako członek kadry, która będzie w przyszłości sprawowała opiekę na forum! Oto wymagania, które musisz spełniać:
    • ukończone 16 lat;
    • dobra znajomość języka polskiego oraz podstawowa znajomość języka angielskiego;
    • wysoka kultura osobista;
    • dyspozycyjność;
    • cierpliwość;
    • umiejętność pracy w zespole;
    • podstawowa znajomość zagadnień związanych z pilnowaniem porządku na forum internetowym;
  • Jeżeli interesujesz się grafiką i chciałbyś wykonać dla nas kilka przycisków/bannerów, to prosimy o kontakt mailowy!

Dla wszystkich osób, których pomysły wykorzystamy przygotowaliśmy małe prezenty w postaci specjalnej rangi oraz dodatkowych przywilejów na forum. Dokładniejsze informacje zostaną podane po oficjalnym starcie naszego nowego forum. Możecie być jednak pewni, że odpowiednio docenimy Wasz wkład pracy!

Wszelkie odpowiedzi/sugestie/pytania prosimy przesyłać na adres wojciechowski.damian91@gmail.com

Pozdrawiamy,
Damian Wojciechowski oraz Paweł Orzech

Pieniądze od „Pana Boga”

Zaskoczeni lokatorzy mieszkań socjalnych w Saint-Pierre-sur-Dives w Normandii od kilku dni dostają anonimowe listy z pieniędzmi – podpisane „od Pana Boga”. W każdej kopercie znajduje się kilkadziesiąt euro. Tajemnicę niecodziennych przesyłek, którym towarzyszą kartki z tekstami modlitw, wyjaśniła miejscowa policja.

Wielu zaskoczonych adresatów myślało, że chodzi o bliżej nieokreślona kampanie reklamowa, a banknoty są fałszywe. Inni podejrzewali, że ktoś przysyła im kradzione pieniądze. Niektórzy zgłosili się nawet z tymi listami na policje, by – jak wyjaśnili – uniknąć nieprzewidzianych problemów.

Funkcjonariusze przeprowadzili dochodzenie. Okazało się, że pieniądze rozsyła ubogim mieszkańcom Saint-Pierre-sur-Dives mieszkająca tam emerytka-altruistka. Dobroduszna starsza pani wyjaśniła, że nie jest milionerką, ale postanowiła rozdać oszczędności całego swojego życia – w sumie 20 tysięcy euro – potrzebującym pomocy rodzinom, bo chce postępować zgodnie z przykazaniem „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego”.

Źródło: RMF24

Jak widać osoby wierzące to nie tylko porąbani „obrońcy krzyża”. Inicjatywa tej staruszki jest godna podziwu, niezależnie od tego, czy jest wierząca, czy nie, jednakże ten artykuł pokazuje coś jeszcze. A mianowicie – można interpretować religię w dobry, niefanatyczny sposób. Gdyby wszyscy katolicy zachowywali się w podobny sposób, to myślę, że ateizacja społeczeństwa postępowałaby trochę wolniej.

Tak, czy inaczej – brawa dla starszej pani!

Poznajmy się… przez Internet!

Internet zdecydowania ułatwia życie. Możemy kupić ulubione buty, poczytać o interesujących nas rzeczach i zapłacić rachunki, a to wszystko bez wychodzenia z domu. Jakby tego było mało, siedząc wygodnie w fotelu, możemy poznawać nowych ludzi, nawiązywać znajomości, czy szukać swojej drugiej połówki. Czytelnicy z dłuższym stażem pamiętają jeszcze mój tekst z z IT-Bloga, w którym – przy okazji opisywania czatów – rozwodziłem się trochę nad internetowymi znajomościami. Gdyby ktoś chciał się z tym wpisem zapoznać, to znajduje się on tutaj.

Od czasu opublikowania tamtej notki minęło sporo czasu a  moje poglądy trochę się zmieniły. Nie, nie znalazłem e-miłości, ale odkryłem, że Internet to całkiem ciekawe miejsce do nawiązywania znajomości, szczególnie dla ludzi tak leniwych i wybrednych jak ja.

Dlaczego?

Po pierwsze, Internet daje pełną swobodę. Mogę pisać z kimś tydzień lub miesiąc, a następnie zerwać kontakt bez ostrzeżenia i nie poniosę z tego tytułu żadnych konsekwencji, mało tego – nie będę narażony na wizytę ze strony odrzuconego znajomego. Może to trochę brutalne, ale taka jest prawda. Zawsze irytowało mnie, kiedy ktoś naprzykrzał mi się po tym, jak kazałem mu spadać. W Internecie jestem w stanie go uciszyć za pomocą dwóch kliknięć. Wygodne, prawda?

Po drugie – mogę kogoś poznać i upewnić się, czy nie zmarnuję czasu umawiając się z nim w realnym świecie.  Niejednokrotnie bywało tak, że poznając osobę w realu potrzebowałem dwóch, czy trzech spotkań, żeby stwierdzić, że jest beznadziejna lub że zwyczajnie nie ma w niej nic ciekawego. W ten oto sposób traciłem tylko czas i dodatkowo wysłuchiwałem żali, że chcę zerwać kontakt (patrz akapit wyżej). W Internecie działa to o wiele przyjemniej. Co prawda i tak spędzam czas rozmawiając z tą osobą, ale w tym samym momencie mogę też robić kilka innych rzeczy, co w ogólnym rozrachunku sprawia, że spędzam te parę godzin pożytecznie, nawet jeżeli uznam, że mój rozmówca był do niczego.

Po trzecie, Internet sprawia, że ludzie są bardziej otwarci, bo przed monitorem mają poczucie względnego bezpieczeństwa. Czyni to doskonały wstęp do spotkania w realu dla osób, które są bardzo nieśmiałe. Osobiście nie należę do takich, ale zdaję sobie sprawę, że mój rozmówca niekoniecznie musi być przebojowy. Jemu jest łatwiej, a ja dzięki temu dowiaduję się więcej niż podczas rozmowy w cztery oczy. Po raz kolejny oszczędzam swój czas, bo przez jeden dzień dowiaduję się tyle, co przez trzy spotkania na żywo.

Jak więc widzicie internetowe znajomości mają swoje duże plusy, ale nie należy popadać w zbytni zachwyt. Nadal, jeżeli miałbym wybierać, wolałbym poznawać kogoś w realu, bo mimo wszystko wydaje mi się to „bezpieczniejsze”. W Internecie istnieje pewne ryzyko, że osoba, z którą rozmawiam wcale nie jest taka za jaką się podaje. Co prawda z reguły spotkanie weryfikuje wszystko, co zostało w sieci powiedziane, co nie zmienia faktu, że nie jest miło odkryć, że nasz rozmówca, to zwyczajny oszust i kłamca.

Ponadto uważam, że przez Internet nie można się poznać w pełni. Nawet jeżeli rozmawiam z kimś pół roku, znam jego poglądy, przyzwyczajenia, rzeczy, które lubi i te, których nienawidzi, to mimo wszystko nie znam go w pełni. Można to porównać do układania puzzli, teoretycznie obrazek składający się z wyglądu i charakteru jest cały, jednak brakuje tego najważniejszego kawałka – osobowości. Bo nieważne, czy wiem o kimś wiele, to i tak przez Internet nie będę w stanie odnaleźć tego brakującego fragmentu układanki.

A jaką wy macie opinię na temat internetowych znajomości?

Po co człowiekowi potrzebna jest religia?

Życie potrafi zaskakiwać, szczególnie mnie. Nigdy bym się nie spodziewał, że znajdę inspirację do kolejnego wpisu wracając… z górskiego szlaku. Żeby było zabawniej, tematem dzisiejszej notki będzie – po raz kolejny – religia, choć tym razem bardziej filozoficznie. Wszystkich naburmuszonych po ostatniej notce katolików informuję wszem i wobec, że tym razem nie tylko wam się „dostanie”.

No, ale od czego się zaczęło?

***

Wracając ze szlaku ujrzałem w oddali podejrzanie wyglądającą grupę wiekowych osobników płci żeńskiej, które szeptały coś chórem. Po krótkiej chwili zrozumiałem, że nie jest to grupa raperów na wakacjach i że wcale nie jest to żaden występ. Postanowiłem więc wsłuchać się w treść ich szeptów i jak się okazało nie były także Czarodziejkami z Księżyca, chociaż głupi wyraz ich twarzy mówił zupełnie, co innego. Około piętnastoosobowa grupa okazała się być zbieraniną pobożnych chrześcijanek, które postanowiły umilić sobie drogę pod górę odmawiając „zdrowaśki” i inne katolickie zaklęcia. Jakby tego było mało, każdemu na swojej drodze rzucały radosne „niech będzie pochwalony!”. Jako że nie miałem żadnej drogi ucieczki i na mnie przyszła kolej, jednak zaskoczyłem panie odpowiadając im uprzejmie „dzień dobry”. Ziemia zadrżała, ognista błyskawica przecięła niebo, a spojrzenie jakże uroczych dobrych chrześcijanek omal mnie nie zabiło. Przez sekundę miałem wrażenie, że jedna z nich zaraz poddusi mnie swoim różańcem, tłumacząc z diabelskim uśmiechem na twarzy, że nie w taki sposób odpowiada się na ten rodzaj powitania. Na szczęście obyło się bez przemocy, a mój brak taktu i szacunku do religii uszedł mi płazem. Jakaż to była ulga!

Wlokąc się z powrotem do ośrodka zacząłem jednak mimowolnie wracać do tego wydarzenia i nasunęło mi się pytanie – po co komu religia? Ani to fajne, ani ciekawe, a i do wygody życia w sposób z tym zgodny daleko. Nie ma z wiary żadnych realnych korzyści, a „dobrobyt” w życiu po śmierci brzmi co najmniej tak prawdziwie, jak zapewnienia naszych kopaczy, że nie będą śmieciami na nadchodzących mistrzostwach Europy.

W akcie desperacji postanowiłem odwołać się do Internetu, gdzie zawsze znajdzie się coś, co mnie zainteresuje. Przeglądając różne strony natknąłem się na kilka popularnych powodów, dla których religia jest ludziom potrzebna. Poniżej zostaną one zamieszczone i odpowiednio skomentowane.

Religia pomaga ludziom przetrwać ciężkie chwile.

Jakby nie patrzeć jest to prawda, jednak ja osobiście nie jestem przekonany, że jest to zjawisko dobre i pożądane. Kiedy dzieje się coś złego w naszym życiu, to w pierwszej kolejności powinniśmy szukać wsparcia w rodzinie i przyjaciołach, a nie mieszać do tego jakąś wszechmogącą istotę. Kiedy ktoś umiera, to poprawną odpowiedzią nie jest „odszedł, bo Bóg tak chciał”, tylko „odszedł, bo takie jest życie i właśnie tak działają prawa natury”. Naprawdę tym światem nie kieruje jakiś root, który usuwa konta swoim użytkownikom, bo taka jest jego wola.

Wydaje mi się, że w głównej mierze taka wiara cechuje ludzi słabych, którzy nie są w stanie dać sobie rady z tego typu problemami, a wsparcie bliskich jest dla nich niewystarczające. W takiej sytuacji proponuję jednak udać się do specjalisty, a nie do kościoła.

Religia pomaga wyjaśnić rzeczy niewyjaśnione.

Tutaj z kolei zbliżamy się do stereotypu, że ludzie wierzący to jeden wielki ciemnogród. Jak w każdym stereotypie, tak i w tym jest jakieś ziarnko prawdy. Czy naprawdę osoba wykształcona jest w stanie uwierzyć, że kobieta zrodziła się z żebra mężczyzny, a potem została wyrzucona z raju za zjedzenie jabłka? Czy naprawdę ktoś, kto ma mózg na swoim miejscu jest w stanie głosić, że jakaś istota wszechmogąca stworzyła świat w siedem dni? Nie sądzę. Nawet dla dziecka brzmi to niczym fabuła jednej z durnych bajek, które ogląda codziennie rano. Co ciekawe, motyw „zabili go i uciekł” też się przewija. Tak, mowa tutaj o zmartwychwstaniu Chrystusa. Równie dobrze mogli napisać, że ożywiono go za pomocą Smoczych Kul, których po całej galaktyce szukał Mojżesz, a na sam koniec mieszkańcy jego planety oddali mu trochę swojej energii żeby mógł powstrzymać najsilniejszego bossa w tej bajce – Szatana. Ciekawe, czy gdybym spisał to 2000 lat temu, to dzisiaj ludzie uważaliby to za święte słowa?

Ludzie wierzą ze strachu przed tym, że po śmierci czeka ich coś niemiłego.

Cóż, na pewno. Rozkładania się w glebie razem z sympatycznymi robalami nie zaliczyłbym do rozrywek miłych, jednak niezależnie od tego, czy wierzę, czy nie, to mój los będzie taki sam. Co prawda podobno moja dusza znajdzie zbawienie, jeżeli tylko będę grzecznym chłopcem przez całe życie i wyklepię odpowiednio dużo paciorów. Spare me, my beloved God!

Z drugiej strony jest też wiara w reinkarnację. Całkiem super mieć przed sobą perspektywę, że jeżeli będę idealny w tym życiu, to w następnym będę overlordem. Gorzej jeżeli coś napsocę – wtedy zostanę yorkiem jakiegoś zapijaczonego, obleśnego spaślaka, który będzie sobie przypominał o karmieniu mnie raz na trzy dni.

Religia pokazuje jak żyć. Jest swoistym przewodnikiem przez żywot człowieka.

Szkoda tylko, że pisanym przez kiepskich i mało rozrywkowych pisarzy. A tak całkiem poważnie – to znowu prawda. Wiele osób nie ma pomysłu na siebie. Życiowe ofermy czekające aż ktoś przeprowadzi je przez życie na tym świecie. Jedni wybierają mamę i tatę, drudzy – Boga. I o ile ci pierwsi mają jeszcze szansę na coś miłego, tak ci drudzy mają raczej przerąbane.

O ile łatwiej jest podążać szlakiem wytyczonym przez religię niż ruszyć głową i zastanowić się nad samym sobą! Lepiej być posłuszną owieczką lub innym jedzonkiem niż samemu decydować o własnym życiu!

Nie, dzięki. To nie dla mnie. Wolę samemu przeżyć własne życie, w końcu mam tylko jedno. Jakoś nie widzi mi się dedykowanie go religii.

***

To byłoby z grubsza na tyle. Jest jeszcze wiele powodów dla których ludzie decydują się wyznawać jakąś religię, jednakże te wydają mi się najważniejsze. Jeżeli mam być szczery, to żaden z nich mnie nie przekonuje. Ja zawsze ceniłem sobie wolność, a religia takową w mniejszym lub większym stopniu ogranicza. Na niekorzyść religii przemawia też fakt, że nie jestem w stanie uwierzyć w coś, czego nie widzę. Nie wierzę w duchy, wampiry, wilkołaki, ufoludki, więc czemu miałbym wierzyć w jakiegoś wszechmogącego boga?

Na zakończenie pytanie do osób, które są wierzące lub kiedyś wierzyły – do czego potrzebna jest człowiekowi religia?