Antykomor.pl a interwencja ABW. Należało mu się!

Na wstępie muszę przyznać, że od prawie pół roku jestem na ‚blogerskiej emeryturze’. Przestałem pisać, bo brakowało mi tematów oraz najzwyczajniej w świecie nie miałem na to czasu. Teraz, kiedy już jestem po maturach, mogę spokojnie oddać się blogowaniu. No, o ile oczywiście znowu nie braknie mi tematów. 🙂 Notka ta będzie odnosiła się do kontrowersji związanych ze stroną Antykomor.pl oraz do interwencji ABW w sprawie znieważenia Prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Muszę przyznać, że śmieszą mnie komentarze Internautów oraz dziennikarzy twierdzących, że był to zamach na ‚wolność słowa’. Nie do końca wiem czym owa wolność słowa jest w ich pojęciu. W moim odczuciu gra, w której rzucamy fekaliami, młotkami i innymi pierdołami w Prezydenta, dopóki ten nie umrze nie jest czymś, co mieści się w pojęciu wolności słowa czy w prawie do krytyki. Jest to najzwyczajniejsze w świecie znieważenie, za które właściciel strony powinien zostać ukarany i to surowo, żeby więcej nie przychodziły mu do głowy takie durne pomysły.

Ponadto okazuje się, że Robert Frycz (autor strony Antykomor.pl) był już karany. Sąd skazał go na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu. To kara za zdobycie danych z serwera firmy z branży telekomunikacyjnej. Okazuje się, iż Biedna-Ofiara-Strasznego-Państwa-Polskiego™ odkryła kiedyś lukę w systemie tej firmy i zwiększyła sobie parametry kupowanego od niej Internetu. Nasza Biedna-Ofiara-Strasznego-Państwa-Polskiego  twierdzi, iż był to tylko ‚błąd młodości’. No cóż, to teraz popełnił kolejny – do kolekcji.

I żeby wszystko było jasne – ja nie uważam, że osoby prezydenta nie powinno się krytykować. Owszem, powinno. Ale jeżeli chcemy to robić, to róbmy to z głową i konstruktywnie. Jaki sens ma krytykowanie kogoś poprzez tworzenie tego typu gier? Moim zdaniem żaden. Świadczy to tylko o niskim poziomie tej strony oraz całego społeczeństwa – jeżeli w tym momencie staje ono w obronie autora strony. Niestety, ale taka jest właśnie prawda.

Brońmy krzyża! To najwyższa świętość!

Kiedy 10 kwietnia prezydencki Tupolew rozbił się w okolicach Smoleńska niemal cała Polska pogrążyła się w żałobie i momentalnie staliśmy się społeczeństwem zjednoczonym w bólu po stracie idealnego prezydenta, który podczas swojej kadencji zrobił wiele dobrego i nie popełnił żadnych błędów. Setki tysięcy ludzi paliło pod Pałacem Prezydenckim znicze na znak solidarności z rodzinami ofiar, które z dnia na dzień straciły swoich najbliższych. W tym jakże wyjątkowym, pełnym zadumy czasie doszukiwano się okazji na zakończenie wszelkich sporów i wojen politycznych, jednocześnie licząc, że od tej pory życie polityczne stanie się sielanką a członkowie wszystkich ugrupowań politycznych zadeklarują chęć (obowiązek?) kontynuowania woli zmarłego prezydenta. Wizja ta budziła we mnie spory podziw dla ludzi, którzy naprawdę w to wierzyli i liczyli, że wszystko ułoży się dobrze.

Pierwszego kopniaka w tyłek dostali w momencie, kiedy zadecydowano, że prezydent wraz z małżonką zostanie pochowany na Wawelu. Pomimo że od wielkiej katastrofy nie minęło wiele czasu, to pierwsze sprzeczki zaczęły mieć miejsce, a tym samym naiwna wizja przyszłości zaczęła się rozpadać niczym domek z kart pod wpływem podmuchu wiatru.

Nadszedł czas kampanii prezydenckiej…

***

Jarek, tak samo jak chwilę wcześniej Polacy, przeszedł metamorfozę! Jego wypowiedzi stały się wyważone, wręcz łagodne. On sam przestał pluć jadem na prawo i lewo, złagodniał w stosunku do SLD, a nawet szanował Gierka! Kto by pomyślał jak bardzo człowiek zmienia się w obliczu wyborów… miało być – tragedii. Nasza naiwna, ciemna masa uwierzyła w nowe oblicze Jarka i tłumnie głosowała na niego w wyborach. Całe szczęście, że kampania trwała tak krótko, bo gdyby potrwała dłużej, moglibyśmy wczytać sobie backup zmarłego prezydenta, mówiąc jaśniej – jego klon.

***

W tym samym czasie w okolicach Pałacu Prezydenckiego stał sobie krzyż. Zwykły, zwyczajny. Od całkowitej „zwyczajności” dzieliły go dwie rzeczy – miejsce, w którym był i cel do jakiego już niebawem miał być użyty. Otóż, moi drodzy, krzyż przestał być już znakiem Chrystusa, bo jak się okazało, w dzisiejszych czasach o wiele lepiej nadaje się do politycznych gierek i zadowalania ultrakatolików, zwanych dalej – po prostu – idiotami. Zwykły krzyż, ustawiony w niezwykłym miejscu wywołał niezwykłe poruszenie za sprawą (delikatnie mówiąc) niezwykłych ludzi.

Do tej pory byłem przekonany, że miejscem symboli religijnych jest świątynia kultu, w tym konkretnym przypadku – kościół. Od samego początku ten nieszczęsny krzyż nie powinien znaleźć się pod Pałacem Prezydenckim, bo – prócz tego, że stoi tam nie do końca legalnie – to może godzić w uczucia osób o innym wyznaniu lub ateistów. Sam, jako osoba niewierząca, mam gdzieś, że postawiono go właśnie tam, ale już mniej mi się podoba „wojna o krzyż” mająca aktualnie miejsce.

Nie zgadzam się, żeby banda idiotów robiła z Polski pośmiewisko na arenie międzynarodowej.

Nie zgadzam się, żeby banda idiotów łamała prawo i pozostawała bezkarna.

Nie zgadzam się, żeby władza pozostawała bezczynna wobec bandy idiotów, którym wydaje się, że mogą zrobić, co chcą, bo – w ich odczuciu – działają w imię wyższego dobra, Boga, czy czegoś innego, co uroiło im się w głowach.

A już na pewno nie zgadzam się, żeby ta banda idiotów mówiła z pełnym przekonaniem, że prawdziwymi Polakami są ci, którzy bronią krzyża.

Nie przypominam sobie, żeby Polska była państwem wyznaniowym, a Polak osobą, która jest ślepo zapatrzona w religię. Patriotyzm ma tyle wspólnego z religią, co reprezentacja Polski w piłce nożnej z futbolem na światowym poziomie.

Cała ta sytuacja ma tylko jeden plus – społeczeństwo zaczyna przeglądać na oczy. Katolicy strzelają sobie samobója, pokazując jacy naprawdę są. Zwykło się mawiać, że muzułmanie są wariatami, fanatykami i chodzącym złem. W takim razie, wobec obecnej sytuacji, kim są katolicy? Co prawda jeszcze żadna osoba pilnująca krzyża się nie wysadziła w powietrze, ale już padły groźby, że w obronie krzyża są gotowi do przelania krwi.  Nieważne, czy swojej, czy czyjejś. To już jest fanatyzm w pełnym tego słowa znaczeniu.

Drodzy ultrakatolicy, „obrońcy krzyża”, idioci…

Jak kiedyś powiedział Jezus Chrystus – „oddajcie Bogu, co boskie a cesarzowi, co cesarskie. Miejsca krzyża jest w kościele, a nie pod Pałacem Prezydenckim.